Unijni Maorysi

Aktualności


Było to ze 13 lat temu, gdy jako wiceprzewodniczący Delegacji Parlamentu Europejskiego do spraw kontaktów z Australią i Nową Zelandią, przyleciałem w grupie europosłów, wielu nacji, z oficjalną wizytą do tychże krajów. Szczególnym zainteresowaniem naszej delegacji cieszyły się tak zwane ludy tubylcze, czyli „indigenous peoples”. W Australii to Aborygeni, a w Nowej Zelandii Maorysi. Nie będę ukrywał, że o wiele bardziej interesujące informacje można było pozyskać podczas nieoficjalnych konwersacji niż oficjalnych nasiadówek. Pamiętam jak w Australii jeden z dyplomatów prywatnie wyznał mi, że pomimo publicznie padających górnolotnych słów dotyczących troski o tamtejszą ludność tubylczą, tak naprawdę jeszcze stosunkowo niedawno przybyli z Europy kolonizatorzy, traktowali ich jako coś pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Nierzadkim zwyczajem było, ciągnął swój wywód mieszkający na miejscu dyplomata, że biały mężczyzna po zjedzeniu kolacji i wypiciu koniaku, tak dla przyjemności, brał karabin i strzelał sobie do Aborygena, podobnie jak do kangura. To w Australii. W Nowej Zelandii, w mieście Auckland, jeszcze przed wizytą u pani premier, zaprowadzono nas na nabrzeże. Pogoda była piękna, słoneczna. W ogromnej malowniczej zatoce z lekka kołysały się luksusowe jachty. Wiecie za ile zakupiono tę całą zatokę od ludności tubylczej, czyli Maorysów, zapytał przydzielony naszej delegacji nowozelandzki przewodnik? I nie czekając aż ktoś zgadnie odpowiedział: za kilka par dżinsów i jakiś plastikowy naszyjnik. Dziś kosztuje to setki milionów jak nie miliardy dolarów. Wówczas jednak Maorysi musieli być przekonani, że robią świetny interes.

Historie te przychodzą mi na myśl gdy słyszę i czytam o unijnych rekompensatach dla Polski, w zamian za likwidację polskich kopalń i rezygnację z węgla. Na razie Komisja Europejska mami kwotą 7, 5 miliarda euro, ale nie tylko dla Polski lecz dla wszystkich krajów UE porzucających węgiel w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Fundusz ten jest modułem, a może raczej protezą ideologicznego szaleństwa komisarza Fransa Timmermansa, które przedstawia w opakowaniu strategii Europejskiego Zielonego Ładu, całej a jakże, Unii Europejskiej. Wielu dziennikarzy jak i polityków podnieca się, że do Polski trafić z tego może nawet 2,5 miliarda. A Komisja chce przesuwać inne unijne fundusze tworząc przeróżne „dźwignie finansowe” oraz system dziwnych pożyczek. Słowem gmatwa.

Pada kwota 100 miliardów euro, jako rekompensaty dla wszystkich krajów Unii w ciągu 30 lat, tylko nie widać kapelusza z którego miałyby zostać one wysypane. Jak mówiłem już Państwu w felietonie pod tytułem „Obietnice polskiego rządu”, górnicza „Solidarność” w Polsce naprędce obliczyła, że likwidacja kopalń i odejście od węgla będzie nas kosztować od 600 do 700 miliardów euro. Sumy rekompensat podawane przez unijnych decydentów to porównywalnie być może nieco więcej niż kilka par dżinsów i plastikowy naszyjnik oferowane Maorysom za ogromną zatokę w Nowej Zelandii, ale moim zdaniem sposób traktowania kontrahenta podobny. W czarnym jak węgiel śnie widzę już jak nasza umiłowana władza przyjmuje jednak te warunki, tłumacząc, że za Platformy byłoby gorzej i ciesząc się, że do nas nie strzelają. Brr, lepiej się obudzić i zapalić światło. Wprawdzie energia drożeje, ale mają być rekompensaty.


Serdecznie dziękuję Państwu za uwagę.